Przed chwilą wróciliśmy z wrocławskiej kliniki wraz z naszym kotem, który miał tam przeprowadzoną operację. Najpierw podano kotu “głupiego jasia” i wykonano dokładne zdjęcie rentgenowskie złamanej kości, potem wygolono maszynką futro i zabrano go na salę operacyjną. Po zakończonym zabiegu trwającym ok. 1 godziny, założono gips w sposób jak to obrazuje poniższe zdjęcie. Gips musi być założony aż 4 tygodnie. Pojutrze i w sobotę jedziemy z Enriko to naszego weterynarza po zastrzyk Betamox…
Niestety już pierwsze chwile w domu pokazują jak ten gips bardzo ogranicza swobodę kota. Dlatego nasz bri-miś się bardzo złości, bo nie może chodzić a jedynie ciągnie swój tułów po podłodze, przewraca się i ogólnie widok jest conajmniej smutny… Widać że kot jest zdesperowany tym nowym “balastem” i nie bardzo wie jak sobie z tym fantem poradzić :( Ponadto próbuje gryźć gips i nieraz agresywnie prycha, bo raz że go to boli, a dwa ma tak ograniczone ruchy że tylko może w zasadzie leżeć na boku… Cięzko to przechodzimy i stale musimy obserwować naszego Rikusia, choć tak naprawdę jesteśmy bezsilni…





































